Tytuł: Ziarno i krew. Podróż śladami bliskowschodnich chrześcijan.
Autor: Dariusz Rosiak
Wydawnictwo Czarne
Stron 416
"Ludzie potrafią przeżyć najgorsze i
odbić się od dna. Przecież gdyby tak nie było, większość z nas umierałaby w
dzieciństwie albo w młodości, po pierwszych ciosach od życia. Dostosowujesz się
i żyjesz z bliznami. One nigdy się do końca nie goją, ale żyjesz."
Dariusz Rosiak, "Ziarno i krew"
Zawsze bardzo chętnie sięgam po reportaże wydawane przez wydawnictwo
Czarne, bo są ciekawe, rzetelnie napisane i w dodatku prezentują
dobry poziom literacki. W świecie w którym mówi się tyle o problemie imigracji,
działaniach tzw. Państwa Islamskiego na wydawniczym rynku pojawia się coraz
więcej publikacji, które mają za zadanie przedstawić czytelnikowi o co tak
naprawdę w tym sporze chodzi. To w ostatnim czasie temat szczególnie ważny. W
tym czasie także coraz więcej osób przypomina o tym, że to chrześcijanie są
najczęściej ofiarami nietolerancji religijnej, że to właśnie chrześcijanie
najczęściej tracą życie z powodu swojego wyznania. Stąd też konieczne okazało
się dla mnie przeczytanie reportażu Dariusza Rosiaka "Ziarno i krew. Podróż śladami
bliskowschodnich chrześcijan.", bo to właśnie na Bliski
Wschód był kolebką chrześcijaństwa. Obecnie na Bliskim Wschodzie znajduje
się coraz mniej chrześcijan, ich kościoły są niszczone, a oni sami
prześladowani i tym samym zmuszani do ucieczki... ucieczki do świata, gdzie
będą mogli normalnie żyć i wyznawać swoją wiarę.
Dariusz Rosiak to dziennikarz radiowy i
prasowy, który w swoich reportażach porusza różne tematy... podróżując po
różnych rejonach świata. "Ziarno i krew" to reportaż, w którym
przedstawia historię bliskowschodnich chrześcijan, wyruszając nie tylko do miejsc, gdzie
można znaleźć największe skupiska uchodźców z tamtych rejonów, ale także do
miejsc, które pierwotnie były ich domami. Tym sposobem odwiedza Szwecję,
południową Turcję, Iracki Kurdystan, Stambuł, Liban, Egipt, Izrael, zbierając
historie nie tylko ludzi, ale także miejsc. Miejsc, w których teraz mieszkają
uchodźcy – miejsc tętniących ich cierpieniem, niepewnością jutra, a przecież
przy tym także ulgą, że udało im się uciec... mimo wielu trudności, kłopotów
finansów, oszustw przemytników. Odwiedza także rejony, które zostały
opuszczone przez chrześcijan – często nagle, w pośpiechu, w środku nocy. Jednak
"Ziarno i krew" to nie tylko opowieść o sytuacji bliskowschodnich
chrześcijan TERAZ, ale historia wkraczająca także na rejon początku XX wieku. O
tym się teraz nie mówi, ale już wtedy byli silnie prześladowani przez
muzułmanów... pomijani, wytykani. Dariusz Rosiak wykazuje się w tym
reportażu dużą wiedzą, erudycją. Zbiera ludzkie historie.
A rozmawia z różnymi ludźmi – duchownymi, przedstawicielami politycznymi,
mieszkańcami, którzy jako jedni z nielicznych postanowili pozostać w zajętych
wioskach i tymi, którzy zdecydowali się na ten desperacki krok
jakim jest ucieczka z kraju. Autor rozpoczyna swoją podróż w Szwecji... trochę od końca ktoś
mógłby powiedzieć, od mety. Rozmowy przeprowadzane przez autora są pełne
informacji historycznych i politycznych, które pomagają lepiej zrozumieć
sytuację uchodźców i znaleźć odpowiedź na pytanie – dlaczego w ogóle
decydują się na ten krok. Dariusz Rosiak rzeczywiście wyrusza w "podróż
śladami" i nie pomija w swej historii żadnych ważnych dla bliskowschodnich
chrześcijan wydarzeń. Mam jednak wrażenie, że choć jego podróż jest bardzo
dokładna i szczegółowa... autor zapomina w niej o tym co jest tak naprawdę
najważniejsze, czyli o człowieku – swoim rozmówcy.
Co prawda Rosiak pozostaje gdzieś z tyłu, dopuszcza do głosu bohaterów,
którzy mają na dane sytuacje różne poglądy i tym samym pokazuje rozłam, który
następuje... wśród rozłamu. Nie robi z siebie gwiazdy, nie przekazuje swoich
osobistych poglądów, a jednak zapomina o rozmówcy – spłaszcza jego osobistą historię. Lektura "Ziarna i
krwi" przez połowę książki (kiedy jeszcze łapałam się wątkach
historycznych, których jest jednak za dużo... i ogromnej liczbie bohaterów)
była dla mnie czystą, a przy tym poruszającą literacką przyjemnością. Czułam,
ze coś z tej lektury wynoszę. Potem jednak pojawiło się znużenie, ponieważ
"Ziarno i krew" stało się pozycją męczącą. To co było do przejścia
przez pierwsze dwieście stron... przez kolejne dwieście wiązało się u mnie ze
sporą irytacją. Mam na myśli fakt, że autor jedynie prześlizguje się po
ludzkich historiach, streszczając je w zaledwie kilku zdaniach. A historii
zawartych w tej książce jest tak dużo, że czasami naprawdę jest już trudno
przypisać wyznanie / miejsce do odpowiedniej osoby. Żałuję, że autor tym samym
zubożył ten reportaż, w którym po prostu zabrakło ludzi... Obraz w pewnym
momencie przez to się zamazuje, a ja nie mogę nawet powiedzieć, że z tego
wszystko wyłania się obraz społeczności / narodu. No dobrze... Obrazem jest
panujący wśród bliskowschodnich chrześcijan rozłam, ale to za mało na reportaż.
Od reportażu oczekuję przede wszystkim ludzkich historii, bo to one mnie
poruszają. Niespłaszczone, dokładniejsze, ukazujące bohatera w szerszym
świetle, ale w książce Rosiaka chyba brak ludzkich bohaterów. Są budynki, są
miejsca... gdzie jest człowiek?
"Ziarno i krew" w sumie mogłabym streścić słowami: "Za
dużo wątków, za mało treści". Uważam, że jeśli dziennikarz chwyta się
tak szerokiego tematu jak historia bliskowschodnich chrześcijan musi liczyć się
z mnogością wątków, a jednak przedstawić je dokładnie..., aby utrzymać
ciekawość (i przede wszystkim uwagę) czytelnika. Tu mi tego zabrakło i pod tym
względem reportaż Rosiaka jest dla niemiłym zaskoczeniem. Myślę, że o wiele
lepiej wyszłoby, gdyby troszkę ograniczył się ze swoją erudycją (którą bez
wątpienia posiada) i skupił się na przedstawieniu kilku/ kilkunastu
wątków/bohaterów. Powstała treść byłaby wtedy spójniejsza i przystępniejsza,
ale z drugiej strony czy można karać autora za to, że zawarł w swojej tak wiele
miejsc, tak wiele historii? Reasumując "Ziarno i krew" to ciekawa
pozycja, w której nie został jednak wykorzystany potencjał ludzkiej opowieści,
ale za to dosyć dokładnie przedstawiony zarys historii bliskowschodniego
chrześcijaństwa. Takie książki zawsze, niezależnie od wykonania porażają,
bo pokazują jak bardzo (tak naprawdę) dzisiejszy świat jest zacofany i jak
wiele złego ma na nim miejsce. Książka Rosiaka pozwala
więcej zrozumieć, przedstawia fascynującą i niesamowicie złożoną, a przez to
trudną historię. Jest godna uwagi, choć niezachwycająca.

Szkoda, że książka nie potrafi utrzymać poziomu zainteresowania czytelnika. Czyli był potencjał, ale nie został wykorzystany. Czasami tak już jest.
OdpowiedzUsuń